Wokół rysunkowych postaci Bolka i Lolka Blog Marzeny Nehrebeckiej Sąd Okręgowy w Bielsku Białej wyrokiem z dnia 18.05.2005 sgn. akt C 78 86 k:80 orzekł iż współautorami postaci Bolka i Lolka w ujęciu plastycznym są Alfred Ledwig, Leszek Leon Lorek oraz Władysław Nehrebecki i każdej z tych osob przysługują takie same udziały w majątkowych prawach autorskich czyli każdemu po 33.33 . Wszyscy twórcy już nie żyją pozostawili jednak spadkobierców. Alfred Ledwig dwie córki - Yvonne i Barbarę, dziedziczące ustawowo po 50 . Przekłada się to po 16 udzilałów w prawach do postaci dla każdej z nich. Leszek Leon Lorek miał jednego syna Andrzeja i to on odziedziczył calosc udzialow ojca czyli 33 całości praw do wizerunku Bolka i Lolka. Władysław Nehrebecki miał troje dzieci- synów Jana i Romana dziedziczących po 1 4 każdy oraz córkę Marzenę , która odziedziczyła połowę przysługujących ojcu udziałów. Tak wiec Marzena Posiada 16 praw do postaci Bolka i Lolka, braciom przypadło po 8
Blog > Komentarze do wpisu

Walizka Świętego Mikołaja

Grudzień jest dla mnie miesiącem szczególnym. Zawsze,kiedy dzieje się coś ważnego, przełomowego, to jest to grudzień. Choć dla wielu jest to miesiąc pełen ciepła, miłości i szczęścia, dla mnie jest najsmutniejszym miesiącem roku. Grudzień zabrał mi najpierw tatę, potem mamę, a w końcu ukochanego psa. Chyba do końca życia będzie mi się kojarzył z bóle, stratą i samotnością. Dopiero niedawno ten paskudny miesiąc spróbował jakoś zrekompensować te straty i ofiarował córeczkę. Moje najodleglejsze wspomnienia sięgają grudnia właśnie.


 

Tamten grudzień 1977 roku spędzaliśmy we troje w Bielsku. Mama, tata i ja. Miałam wtedy niemal dwa lata. Oczywiście trwała zima. Ale nie taka mokra i brudna jakie bywają teraz, ale najprawdziwsza zima - biała, siarczysta, z mrozem i zamaszystym wiatrem. Dzień chyli łsię ku końcowi, a może nie tyle kończył się dzień, bo przecież zostało jeszcze parę godzin przed snem, ale robiło się już ciemno. Nasze auto podjechało pod dom. Prowadziła mama, tata siedział obok na siedzeniu pasażera. Ja oczywiście upchana byłam z tyłu obok jakiś toreb i pakunków. Nie mogłam się doczekać aż pomogą mi wysiąść i wejdziemy do domu, przecież tata obiecał rozpiąć mi hamak i pokazać lampki na choince. Ciężko było brnąć przez wysokie śnieżne zaspy, zatrzymałam się na chwile i przyjrzałam zatopionemu w śniegu czarnemu, rozgałęzionemu patykowi. Tata uniósł rękę do góry i pokazał ośnieżony pomalowany na zielono balkon. Tam był nasz dom. Rodzice chwycili mnie za ręce i pomogli wejść do bloku.

Pamiętam też swoje turystyczne łóżeczko na kółkach. Granatowe z okienkami wykonanymi z białej siatki. Wiem, że protestowałam kiedy wywożono mnie w nim z sypialni rodziców do małego pokoju. Podobnie darłam się nad ranem, kiedy budziłam się z dala od nich. Wtedy przychodziła mama i wyciągała mnie z łóżeczka a ja pędem pokonywałam niewielki przedpokój i wskakiwałam do łóżka by przytulić się do śpiącego jeszcze taty.

Mieszkanie miało dwa pokoje. W małym w dzień i wieczorem była pracownia taty, w nocy parkowano tam moje łóżeczko. W dużym pokoju miałam swój kącik. Rozpięty był tam namiot w kształcie domku gdzie chowałam swoje skarby i dokąd wynosiłam buty ojca i  torebkę mamy. Wiedzieli jednak gdzie ich szukać. Namiociku pilnował bujany konik, jak się potem dowiedziałam przedmiot pożądania starszej od mnie o rok córki mojego młodszego, przyrodniego brata. Mieliśmy tez fotel na biegunach na którym uwielbiałam się huśtać. Do małego pokoju w dzień nie wolno mi było wchodzić. To była oaza taty. Stal tam duży stół z lampą i maszyną do pisania, leżały przybory do rysowania, głównie ołówki na minki czeskiej a raczej czechosłowackiej firmy Bohemia Works oraz sterty rysunków i celuloidów. Wokół okna tata zbił półki z płyty paździeżowej. Pełne były książek, jego rysunków i pism. Najbardziej wyraźnie pamiętam chyba tatę w jego pokoju. Kiedy pracował,nie wolno było mi tam wchodzić, jakkolwiek wślizgiwałam się ukradkiem i kiedy mama nie widziała wdrapywałam mu się na kolana. Tata pokazywał mi co robi. Pamiętam jak kiedyś malował na celuloidzie Lolka. Najpierw kreślił czarny kontur i rysował szczegóły, takie jak oczy, nos, szelki. Potem kolorował, delikatnie zamalowywał cała postać zakrywając farba wszystkie tak precyzyjnie malowane szczegóły. Potem obracał celuloid i pokazywał skończone dzieło.

Jak pisałam, mama pilnowała bym nie zakłócała spokoju taty, ale przez uchylone drzwi pokoju mogłam zobaczyć jego sylwetkę pochyloną nad animacyjnym stołem lub maszyną do pisania. Mogły na niej powstawać scenariusze filmów, teksty do książeczek z Bolkiem i Lolkiem wydawane wtedy przez nie istniejące już wydawnictwo Śląsk, lub też sądowe pisma, bo wtedy proces już był w toku. To najwyraźniejsze wspomnienie ojca jakie utknęło w mojej pamięci. Nikłe światło lampy i sylwetka pochylona nad stertą rysunków.

Uwielbiałam się z nim bawić. Wspinałam się po nim a on jedna ręką potrafił mnie przewrócić, cisnąć ze śmiechem na łóżko by potem wziąć w ramiona i mocno przytulić. Nikt inny nie miał tak silnego a zarazem delikatnego uścisku jak mój tata.

Myślę, że był osobą która rozumiała mnie najlepiej. Chyba w ogóle rozumiał dzieci, inaczej pewnie nie robiłby dla nich filmów. Przekonałam się o tym tamtego grudnia. Odwiedził nas wtedy Święty Mikołaj. Oto rozległ się dzwonek do drzwi a w drzwiach stanął odziany w czerwona kurtkę mężczyzna z walizką. Miał doklejone wąsy i brodę, ale wtedy wydawały mi się prawdziwe. Wszedł do dużego pokoju i rozłożył tę pełną skarbów walizę w pokoju. Były tam misie, lalki i samochodziki, kredki. Choć było tam wiele zabawek mogłam wybrać tylko tę jedna jedyną. I nie chciałam ani lalki, ani misia, ani kredek. Chciałam elektryczną kolejkę. Mama popatrzyła ze zdziwieniem i dezaprobatą wskazując na lalkę, bo to jest przecież odpowiednia zabawka dla dziewczynek,ale tata się do mnie uśmiechnął i pomógł rozłożyć tory. Razem ze mną cieszył się prezentem. Mikołaj zostawił jeszcze wiklinową rózgę, a potem zabrał walizkę i poszedł. Zawsze zastanawiałam się kim był ten dziwny człowiek, czy  zamówili go moi rodzice, czy tez był to  jakiś domokrążca ,który przed świętami szukał zarobku i jak to się stało ,że mogłam wybrać prezent.

 

Teraz zawsze kiedy myślę o rodzinie przypominam sobie tamte święta i tamtego Mikołaja. Świętego Mikołaja z walizką zamiast worka. Niby jest wszytko w porządku, są święta, prezenty, jest wesoło i bawię się z tatą, a jednak jest coś nie tak. Coś tu po prostu nie pasuje. Mikołaj nie powinien chodzić z walizka, dziewczynki powinny bawić się lalkami a tamta- nasza rodzina nie powinna była nigdy się zawiązać.

 


 


Nieudany rysunek na celuloidzie. Bolek ,Lolek, Jeremiasz i Bajadera do filmu " Wielka Podróż Bolka i Lolka" Rys. Władysław Nehrebecki

Bolek i Lolek Wielka podróż

 


Celuloid z  Bolkiem i Lolkiem  - tył.rys. Wladyslaw Nehrebecki

ceuloid Bolek i Lolek

 

celuloid z Bolkiem i Lolkiem - przód. Rys. Wladyslaw Nehrebecki

 

Bolek i Lolek

sobota, 02 października 2010, marzena_ne

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/12/08 11:48:03
cd...?
pozdrawiam i czekam.........
-
Gość: sojuz, *.dynamic.chello.pl
2013/01/12 14:35:54
szkoda, że rysunki już nie są do obejrzenia (na innych podstronach podobnie) - kawał historii..