Wokół rysunkowych postaci Bolka i Lolka Blog Marzeny Nehrebeckiej Sąd Okręgowy w Bielsku Białej wyrokiem z dnia 18.05.2005 sgn. akt C 78 86 k:80 orzekł iż współautorami postaci Bolka i Lolka w ujęciu plastycznym są Alfred Ledwig, Leszek Leon Lorek oraz Władysław Nehrebecki i każdej z tych osob przysługują takie same udziały w majątkowych prawach autorskich czyli każdemu po 33.33 . Wszyscy twórcy już nie żyją pozostawili jednak spadkobierców. Alfred Ledwig dwie córki - Yvonne i Barbarę, dziedziczące ustawowo po 50 . Przekłada się to po 16 udzilałów w prawach do postaci dla każdej z nich. Leszek Leon Lorek miał jednego syna Andrzeja i to on odziedziczył calosc udzialow ojca czyli 33 całości praw do wizerunku Bolka i Lolka. Władysław Nehrebecki miał troje dzieci- synów Jana i Romana dziedziczących po 1 4 każdy oraz córkę Marzenę , która odziedziczyła połowę przysługujących ojcu udziałów. Tak wiec Marzena Posiada 16 praw do postaci Bolka i Lolka, braciom przypadło po 8
Blog > Komentarze do wpisu

Wieczorni goście

- Chce się jeszcze pobawić! 

- Wyjdź, bo zamienisz się w rybę, wyrosną ci płetwy i skrzela. Na zawsze zostaniesz w wodzie.

Mała wyskoczyła z kąpieli jakby się oparzyła. 

- Nie chcę być rybą!  Zabierz mnie stąd. Natychmiast!

Kobieta rozpostarła kąpielowy szlafroczek. 

- A weźmiesz mnie na ręce? Mamo, proszę, proszę?!

Kobieta z westchnieniem chwyciła dziecko i uniosła w górę zawijając jednocześnie w płaszczyk. Przyniosła zakapturzona postać do pokoju, ułożyła na ręczniku. Jeszcze chwilkę i wesoły szczebiot zastygnie w sen dając matce chwilę wytchnienia.

- A teraz koszulka - powiedziała

- Taka? - zamarudziła mała - Nie chce tej. Chcę różową.

 Różową musimy wyprać. Dziś będziesz spać w tej. Też jest ładna.
 Wieczorne przygotowania przerwał głośny, denerwujący głos dzwonka do drzwi.

- Kto to może być? O tej porze? zastanowiła się mama - Marzenko usiądź i poczekaj. Zobaczę kto przyszedł.
 Kobieta podeszła do drzwi i zajrzała przez wizjer. Na korytarzu stal obcy mężczyzna.

- Kto tam?

- Komornik sądowy - odezwał się męski głos

- Komornik? - zdziwiła się kobieta, uchylając drzwi.

- Mam przeprowadzić spis inwentarza po zmarłym, odezwał się mężczyzna, okazując kobiecie sadowy nakaz.

- O tej porze? - No, dobrze, niech pan wejdzie, tylko proszę poczekać ubiorę dziecko.

W tej samej chwili z obu stron pleców komornika wyłoniły się sylwetki jeszcze dwu młodych mężczyzn. Kobieta natychmiast rozpoznała twarze osób z którymi notorycznie spotykała się w sądach i które jeszcze do niedawna usiłowały ograniczyć jej prawa do dziecka i które niczym cienie podążały za nią w urzędach.

- Ale ci panowie nie wejdą. Proszę zostać tu, na korytarzu. Kobieta przesunęła się wpuszczając komornika i zasłaniając szczupłym ciałem wejście. Drzwi nie dawały się jednak zamknąć. Blokowała je wepchnięta na próg noga.

- Nie wpuszczę was do mojego domu - powtórzyła kobieta - jesteście dla mnie obcy.

Drzwi poruszyły się pchnięte z taka siła że kobieta omal nie przewróciła sie na wyścielający przedpokój chodnik. Mężczyźni minęli ją , weszli do środka i zdecydowanym krokiem udali się do pokoju z którego ciekawie wyglądała mała.

- Zbyszek! - radośnie zawołała dziewczynka na widok dawno nie widzianych braci.  Gąbczasty materac uginał się pod podskakującym z radości dzieckiem Luźno zawiązany szlafroczek odsłaniał nagie ciałko. Starszy, ukochany brat pochylił się nad przyrodnią siostrą. Zaiskrzyła niespełniona nadzieja na dobrą zabawę.


“Marzenko uspokój się, usiądź załóż koszulkę  powiedziała mama, ale dziecko nie przestawało skakać.

- Zbyszek! Zbyszek! Romek!  Będziemy sie bawić? Będziemy?

Komornik rozglądał się po niewielkim pomieszczeniu.

- Od czego zaczynamy... telewizor... dwa telewizory… mała usiadła obok komornika…


- Mamo a co ten pan robi?


- Co my tu mamy - kontynuował komornik - radio... nazwa... Elizabeth mono… meble... stół… telewizor, dwa telewizory. Sprawne? Co tam pani ma w szafie? Przejdziemy do kuchni?

 

 

 

   Pamiętam tą kąpiel, wieczornych gości, radość na widok braci, dziwnego mężczyznę z kartką oglądającego i spisującego nasze sprzęty. Nie pamiętam słów jakim uraczył mnie brat, ale często potem powtarzała mi je mama. Nie pamiętam też szamotaniny  przy  drzwiach, ale ta opowieść wracała za każdym razem , gdy mama sadzała mnie nieustannie opowiadając swoją historię. Wierzę, że tak to właśnie wyglądało.Miała mi za złe radość z jaka przywitałam starszych synów taty - starszego Jana zwanego na co dzień Zbyszkiem i młodszego Romka. To wydarzenie wiele zmieniło. Po tej wieczornej wizycie, mama przestała sie czuć w bielskim mieszkaniu bezpiecznie.Mówiła, że własnie wtedy zrozumiała, że jest słabą kobietą i nie ma szans w starciu z siła dorosłego mężczyzny. Zrozumiała też, że do prywatnego domu można po prostu wejść wkładając nogę miedzy drzwi. Od tamtej chwili zaczęła sie naprawdę bać. Postanowiła, na stałe wyjechać do Krakowa. Spakowała walizki zamknęła mieszkanie na cztery spusty. Tak rozpoczęła się nasza tułaczka miedzy Bielskiem i Krakowem. Potem kiedy mama musiała opuścić Kraków i jednak zamieszkać w Bielsku, przestał otwierać ludziom drzwi. Bała się że kiedyś znowu, ktoś włoży nogę miedzy drzwi i pchnie je z cala mocą. Dzwonek czasem dzwonił bardzo długo, ale drzwi musiały pozostać zamknięte.

To wydarzenie zmieniło moją mamę na zawsze, nie potrafiła o nim zapomnieć.

 

komornik

 

 



 komornik

 

komornik


czwartek, 09 maja 2013, marzena_ne

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: , 95.149.208.*
2013/07/03 13:41:30
Witam "ciociu" :

Jestem pełna podziwu widząc z jaką pogardą i nienawiścia piszesz o swoich braciach, jak opisujesz swoje wspomnienia z dzieciństwa i przeinaczasz fakty. Dlaczego nie napiszesz o pomocy której ci udzielili kiedy byłaś nastolatką? Dlaczego nawet jednym słowem nie wspomnisz o tym jak kupowali ci jedzenie, opłacali rachunki za prąd, kupowali przybory szkolne, żebyś miała czym i na czym malować w "Plastyku". Napisz choć raz o tym jak przychodziłaś do nas w Święta Bożego Narodzenia i jak miło wtedy spędzałaś czas. Wspomnij jak twoi znienawidzeni bracia kupowali ci buty zimowe żeby ci nóżki nie marzły zimą. Ile ci pomogli po śmierci twojej mamy? Przypomnij sobie - bo ja to doskonale pamiętam!!!! Pamiętam jak pomagali ci kupić mieszkanie, jak co rok zapraszali na Wigilię i jak chętnie z tych zaproszeń korzystałaś. Choć raz opisz to dokładnie, bez bzdur i jadu - tak dla równowagi....
-
2013/07/09 12:54:54
Droga Asiu

W tamtych czasach Twój tata a mój brat wziął ode mnie pełnomocnictwo, na jego podstawie dochodził roszczeń związanych z eksploatacja Bolka i Lolka. Jak zapewne wiesz były to bardzo wysokie kwoty. Nigdy sie z tego nie rozliczył. Ba roszczeń dochodził także w imieniu mojej mamy choć pełnomocnictwa od umierającej kobiety nie otrzymał i nie otrzymałby go nawet gdyby była zdrowa, a jednak legitymował się jako jej reprezentant.
I jeśli chcesz pisać o nienawiści, popatrz na swojego tatę który od momentu , kiedy twoj dziadek założył nową rodzinę znienawidził ja a jego obwinił. To jest prawdziwa ponadpokoleniowa nienawiść. W komentowanym wpisie nie ma nienawiści, sa smutne fakty. Jestem winna tę prawdę mojej mamie. I tacie też.



a sporo juz było...Tu...

poczytamcimamo.blox.pl/2010/06/Resztki-z-Panskiego-Stolu.html

-
Gość: ewa, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/07/21 14:56:25
Marzeno-ten wyciskacz łez,który tworzysz z tak wielkim przeinaczaniem faktów jest przerażający.Zupełnie nie wiem w jakim celu to piszesz???Dlaczego w takim świetle przedstawiasz życie swoje i swoich braci? Jestem żoną Romana i niejednokrotnie pomagałam Tobie również,przyjmowałam u nas w domu,kupowałam prezenty i traktowałam jak siostrę swojego męża,którą trzeba otoczyć miłością...Czy chęć zwrócenia na siebie uwagi jest aż tak wielka,aby pisać na forum publicznym takie bzdury???...Poznałam Ciebie,zanim poznałam mojego obecnego męża Romana,wówczas był to dla Ciebie jak pamiętam "mój najukochańszy brat"-tak o Nim mówiłaś i zupełnie inaczej wówczas wyglądały Twoje relacje z braćmi.Co się stało z Twoją pamięcią??Kto na Ciebie ma taki wpływ i zastanów się dlaczego,doprowadził do takiej sytuacji..po śmierci Jana...czas na refleksję...jeden odszedł,został jeszcze jeden...życie jest tak ulotne...pozostań z przemyśleniami,zawsze jest czas na zmianę Swojego życia
-
Gość: Ewa, *.adsl.inetia.pl
2013/07/21 17:45:29
Jeszcze jedna bardzo ważna sprawa,dotycząca udzielonego pełnomocnictwa mojemu mężowi Romanowi.W tych czasach, już brałam udział w toczących się wydarzeniach związanych z Bolkiem i Lolkiem ,dlatego mogę zabrać głos w tej bardzo poważnej sprawie.Pamiętam sytuację i dzień kiedy to przyniosłaś owe pełnomocnictwo,pamiętam też jak mój mąż nie chciał go od Ciebie przyjąć,wychodząc zostawiłaś je na stole.Nie wiem jak nazwać uczucie jakie mi towarzyszy, czytając ten poważny zarzut mówiący o nieuczciwości mojego męża! Zdumienie? Bunt?Sprzeciw?Jesteś kłamcą -rozliczenia zawsze były na czas i zawsze uczciwe.
-
Gość: Roman N, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/07/22 11:15:41
Bardzo chciałem uniknąć tej kompromitującej korespondencji i długo i w ogóle nie reagowałem na zapisy tego upublicznionego przecież bloga pełnego kłamstw, konfabulacji, pomówień i zwykłej nieprawdy. Treści tutaj zamieszczone, interpretacje dokumentów, faktów i wielu zdarzeń to podkreślam KONFABULACJE skrzywdzonej przez los, ale też przez najbliższe osoby (mam tutaj na myśli chorą matkę i jej otoczenie) dziewczyny, w której życiorysie pojawił się sławny człowiek, wielki reżyser, wielki twórca, po prostu prawdziwy, wrażliwy artysta. Obcowanie z tym człowiekiem nazwanym przez twórczynie tego bloga Tatą, praktycznie trwało tylko niecałe 4 lata i ten okres nie został przez nią w ogóle zapamiętany, bo nie mógł. Te rzekome wspomnienia i to co pisze "doskonale pamiętam" to nieprawda. W momencie, kiedy izolowana przez swoją matkę po ukończeniu 18 lat wreszcie skontaktowała się ze swoimi przybranymi braćmi na ich pytanie czy w ogóle pamięta TATĘ? ODPOWIADAŁA. NIE. NIE PAMIĘTAM. A WIESZ GDZIE ZNAJDUJE SIĘ GRÓB MOJEGO I MOJEGO BRATA OJCA I CZY KIEDYKOLWIEK GO ODWIEDZIŁAŚ? ODPOWIEDZIAŁA NIE!- I nagle taki przebłysk świadomości i faktograficznej wręcz pamięci ??? Zapisy i relacje zawarte w szczególności w stwierdzeniach i opisach dotyczących jej relacji z matką wyjaśniają tą nienawiść wyzierającą z każdego zdania opisującego nieistniejące stosunki jej matki z synami jej męża. Właściwie to całość tego bloga i jego charakter można oddać za pomocą cytatu z treści zamieszczonej powyżej autorstwa blogerki ... " ....Nie pamiętam słów jakimi uraczył mnie brat, ale często potem powtarzała mi je mama. Nie pamiętam szamotaniny przy drzwiach, ale ta opowieść wracała za każdym razem, gdy mama sadzała mnie nieustannie opowiadając swoją historię...." We wcześniejszych wpisach ( w tekście zatytułowanym Kilka słonecznych promieni)wyraźnie wskazuje na chorobę matki, która ".....Kiedy dowiedziałam się, że mama umrze odczułam ulgę.........Z drugiej jednak strony cieszyłam się, tak to właściwe słowo, że to koniec, że nie będę już słuchać tej nieustającej pieśni żalu i wyrzutów, że wreszcie będzie można zacząć wszystko porządkować. Paradoksalnie śmierć mojej mamy byłą dla mnie nadzieją na życie....."
Te i kilka innych tego typu zapisów wyjaśniają tę nienawiść i cynizm wyssany z mlekiem swojej matki mającej pretensję do całego świata, że nagle jej przemyślnie skonstruowany dla siebie świat wygodnego życia jakie miała przy boku sławnego i majętnego człowieka nagle runął, wraz z jego śmiercią. Jej najprawdopodobniej chory umysł obwiniał wszystkich i wszystko za utratę swojego status quo i to przenikało i przeniknęło do umysłu jej córki. Na nieprawdę i kłamstwa prawie wszystkich ocen w tym blogu opisanych są konkretne, obiektywne dowody. Nie miejsce tutaj je pokazywać, ale jeżeli będzie trzeba to są do dyspozycji. Szkoda, tylko, że ten blog wbrew rzekomemu "Jestem tę Prawdę winna mojej mamie i tacie.." nie ma nic wspólnego z Prawdą, a ma na celu wyłącznie irracjonalną chęć zaistnienia w przestrzeni medialnej i przypodobania się swoim nowym, fałszywym przyjaciołom i dalsze zakłamywanie historii i nie dopuszczenie do działań, które by tę historię uporządkowały.
Sprawę pełnomocnictwa i dokładnych rozliczeń z jego realizacji opisuje szczegółowo list z dnia 15.02.2008 r. wraz z załącznikami, który otrzymała ode mnie Marzena Nehrebecka za zwrotnym poświadczeniem odbioru zadający kłam sposobowi jego powstania (pełnomocnictwa) miraże jakiś "wysokich kwot odszkodowań" i pozostałych zawartych w odpowiedzi "Droga Asiu" kłamstw i pomówień. Treść tego listu jest również do dyspozycji.
Roman Nehrebecki
-
2013/07/22 15:52:54
Kiedy umiera człowiek , jego bliscy oczekują wsparcia, pomocy i zrozumienia. Nie wyraża się tego poprzez wytaczanie spraw sadowych i domaganie wydania jugosłowiańskiego kozucha czy zegarka zmarłego. Nie wyraża się tego poprzez wieczorne wizyty z komornikiem czy kontrolowanie wysokości przyznanej na utrzymanie dziecka
renty. Śmierć boli. Pewnie nie każdego tak samo i pewnie każdy inaczej nosi w sercu żałobę. Z małym dzieckiem , które wymaga opieki i zapewnienia podstawowych potrzeb jednak jeszcze trudniej ten ból znieść, zwłaszcza gdy wszystkie finanse, wraz z odprawą pośmiertną zostają zablokowane, kiedy nie ma się domu, a życie domaga się swoich praw. Komentarz Romana obrazuje tylko to co z reszta pamiętam i czego jestem pewna, tak jak silna była miłość taty do nowej rodziny , tak ogromna nienawiść po stronie poprzedniej r. Mimo tej zazdrości o tamte uczucie mam prawo nazywać tatę tatą, mam prawo go pamiętać. Dal mi życie, nazwisko, opiekę , w moich żyłach płynie jego krew, dla mnie zapisał swój głoś na magnetofonowej taśmie, podzielił się ze mną okruchem swojego talentu. Nie sposób temu zaprzeczyć.


W kwestii pełnomocnictw i rozliczeń. Ewa nie ma prawa pamiętać pierwszej umowy z 1.07 1997 w której mój brat Roman oświadczył iż reprezentuje wszystkich dziedziczących po tacie. Miał moje pełnomocnictwo , ale nie miał mojej mamy, bo i nie miał prawa mieć, Nigdy by mu go nie dala, pod tym względem, nawet w cierpieniu i samotności była mądrzejsza od łatwo dającej się omamić nastolatki.

W kwestii drugiego pełnomocnictwa , tego o którym pisze Ewa, Zostało mi podsunięte w dniu 19.06.2000 . To był miesiąc po tym jak został podpisany aneks z dnia 09.05. 2000 do umowy z wydawnictwem Pik z pierwszego lipca 97. To dziwne ze miałam wymuszać wzięcie pełnomocnictwa potrzebnego do realizowania umowy podpisanej w tajemnicy przede mną miesiąc wcześniej. Nikt chyba z myślących ludzi nie da temu wiary.



Wspomniana korespondencja i załącznik zostaną opublikowane, ale przyjdzie na to czas. Jeszcze nie uschły kwiaty na grobie mojego drugiego brata.
-
Gość: Roman N, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/07/23 17:07:50
Trudno dyskutować z kimś tak zawziętym, zacietrzewionym i nie uznającym logiki dyskusji. Proszę niech Pani spojrzy chociażby na nielogiczność Pani twierdzenia że podsunięto Pani pełnomocnictwo do podpisania, które zostało podpisane przez Panią w dacie 18.06.2000 r., rzekomo podsunięto w dniu 19.06.2000, a jak Pani twierdzi to ono miało służyć legalizacji jakiegoś aneksu do umowy podpisanego rzekomo miesiąc wcześniej. To chyba aby tak było to trzeba by było antydatować to pełnomocnictwo o ten miesiąc wcześniej, aby aneks był ważny. Nieprawdaż??? Pisze Pani, że była Pani łatwo dającą się omamić nastolatką, a to Pełnomocnictwo, z którym Pani do mnie przyleciała prosząc o jego przyjęcie w zamian (czego nie oczekiwałam) za otrzymane ode mnie 15.000zł na mieszkanie własnościowe nosi datę 18.06.2000r. Czyli mając wtedy już skończone 25 lat była Pani nadal łatwo dającą się omamić nastolatką ??. No proszę ! Proszę wymyślić coś innego! I komu "ktoś z myślących ludzi" jak to Pani nazwała, ma dać wiarę. Pisze Pani, że Pani ma prawo, a ten i tamten nie ma prawa. No nie wiem czemu matka Pani poza nienawiścią i wybitnym talentem do obrażania i zniechęcania do siebie ludzi nie przekazała Pani wiedzy na ten temat. Kłamie Pani i przekazuje do publicznej wiadomości, że się z Panią nie rozliczyłem, i z jakichś wielkich kwot odszkodowań, o które rzekomo występowałem w imieniu Pani i Pani matki nie podając konkretów i nie podając, że w tym właśnie Pełnomocnictwie zawarła Pani klauzulę, że " przekazuje Pani prawo do czerpania wszelkich pożytków z przysługujących Pani i dziedziczonych (po Pani matce też) majątkowych praw autorskich" i że jak Pani oświadczyłem w cytowanym przeze mnie piśmie-rozliczeniu z dnia 15.02.2008 r. n i g d y z t e g o prawa nie skorzystałem, natomiast Pani pomimo tego zapisu, otrzymywała w tym okresie ode mnie i z innych źródeł pokaźne przekazy finansowe właśnie wynikające dziedziczonych przez Panią majątkowych praw autorskich. Niech Pani nie wmawia we mnie nienawiści do Ojca i jego rodziny bo tego uczucia w przeciwieństwie do Pani nie mam i nie pielęgnuję. I niech mnie Pani nie prowokuje do dalszego wyjawienia przykrych i tragicznych faktów z życia W.Nehrebeckiego z okresu od 1974 - 1978 r, których byłem wraz z moim bratem i innymi świadkiem. Możemy mnożyć zarzuty argumenty. co do faktografii , ale Pani wiedza opiera się tylko i wyłącznie na przekazach, i jak zauważyłem, to w głównej mierze na przekazie swojej mamy, a jak już kiedyś razem stwierdziliśmy, to ten przekaz skazony był dziedziczną chorobą Pani mamy. Moja wiedza o W.Nehrebeckim i jego życiu to okres od moich narodzin (1952r) do jego śmierci (1978 r.) Jaki ma sens taka Pani pisanina? Po co pisze Pani o faktach, których nie można zweryfikować o uczuciach które są sprawą indywidualną i nie można ich nikomu wmawiać. Wiem! Powtórzy Pani, że jest to Pani winna swojej mamie, tacie dzieciom. Nieprawdaż?? Ale czy rzeczywiście chce Pani swoim dzieciom , a pośrednio czytelnikom przekazać tę nienawiść i płynący z niej jad, pogardę i swoje frustracje?? A nie lepiej byłoby inaczej??? Mojego śp.Brata również próbowano przeciągnąć na swoją stronę wmawiając mu nieprawdę, ale on potrafił skonfrontować pomówienia z rzeczywistością i odrzucił zdecydowanie te próby. Po tych próbach pozostał zapis cyfrowy, a on pozostał prawym i przewidującym człowiekiem. Do dnia dzisiejszego odbieram telefony z kondolencjami i instruuję wielu gdzie znajduje się grób Janka bo tak wielu jest jeszcze ludzi, którzy z różnych względów nie zdążyli się z nim pożegnać o to proszą i proszę to skonfrontować z Pani zapisami odnośnie pogrzebu swojej mamy. Bez złośliwości - do przemyślenia.
Roman N
-
2013/07/24 18:34:49
Hm..jeśli lwią cześć wywodu opiera się na literowce i zamianie 8 z 9 to chyba nie ma co odpowiadać, bo w ten sposób zapewne interpretowane były wszelkie inne zapisy i pełnomocnictw ( bo przecież w życiu nie przyszłoby mi do głowy by taki zapis można bylo traktować jako akt darowizny i trzeba by mieć prawnicza wiedzę by tak go sformułować), także ważności dat podpisywanych umów itd...gdyby to było uzasadnienie do wyroku pewnie Sąd napisałby o " całkowitym mijaniu się z prawdą" bo taki chyba cytat i jeszcze kilka podobnych można z najświeższego sądowego orzeczenia z bieżącego roku bez tego' mijania się z prawdą' wyjąć.
Przemyślenia oczywiście będą, bo po to to jest ten blog. Staram się przyjąć różną perspektywę choć zawsze będzie moja i subiektywna bo zupełnie wyjść z siebie się nie da, staram się dojść do tego co spowodowało taką a nie inną sytuację do tego co tak poróżniło strony, zrozumieć dlaczego bracia przypomnieli sobie o siostrze tuz przed ukończeniem 18-ki... no i przypomnieć tatę. Chciałabym tez wiedzieć na co chorowała moja mama i co po kim odziedziczyła bo ja takiej wiedzy nie mam. Z dokumentów ,orzeczeń sadowych , protokołów i dokumentacji wyłania się bardzo smutny obraz.. Zatem wszelka pomoc jest tu mile widziana. Fakty i anegdoty z życia taty też, nie tylko te z okresu 1974 -1978. Równie chętnie zapoznam się z dokumentacją , która zweryfikuje moje poglądy i wtedy o tym napiszę.
-
2013/07/25 12:29:56
Mój brat Roman zamieścił tu jedna wypowiedz z prośba by nie była publikowana w celu uniknięcia eskalacji konfliktu.Wyjaśnił w niej kwestie zainteresowania moja osobą w okresie kiedy miałam niespełna 18 lat i ja te wyjaśnienia akceptuję, faktycznie mogły im przyświecać także inne, dobre intencje. Doceniam ten fakt. Cieszę się bo to otwiera drogę do wzajemnych wyjaśnień, choć to będzie ona jeszcze zapewne długa i wyboista.Być może też to poszerzy to horyzonty opowiadanej historii.