Wokół rysunkowych postaci Bolka i Lolka Blog Marzeny Nehrebeckiej Sąd Okręgowy w Bielsku Białej wyrokiem z dnia 18.05.2005 sgn. akt C 78 86 k:80 orzekł iż współautorami postaci Bolka i Lolka w ujęciu plastycznym są Alfred Ledwig, Leszek Leon Lorek oraz Władysław Nehrebecki i każdej z tych osob przysługują takie same udziały w majątkowych prawach autorskich czyli każdemu po 33.33 . Wszyscy twórcy już nie żyją pozostawili jednak spadkobierców. Alfred Ledwig dwie córki - Yvonne i Barbarę, dziedziczące ustawowo po 50 . Przekłada się to po 16 udzilałów w prawach do postaci dla każdej z nich. Leszek Leon Lorek miał jednego syna Andrzeja i to on odziedziczył calosc udzialow ojca czyli 33 całości praw do wizerunku Bolka i Lolka. Władysław Nehrebecki miał troje dzieci- synów Jana i Romana dziedziczących po 1 4 każdy oraz córkę Marzenę , która odziedziczyła połowę przysługujących ojcu udziałów. Tak wiec Marzena Posiada 16 praw do postaci Bolka i Lolka, braciom przypadło po 8
RSS
wtorek, 21 lipca 2015

W latach 70 ubiegłego wieku Studio Filmów Rysunkowych odstąpiło od umowy z Leszkiem Mechem i Władysławem Nehrebeckim na realizację serii Bolek i Lolek w kosmosie" Zamiast tego wyprodukowano serię. "Bolek i Lolek wśród górników"

Scenariusz długie lata leżał w redakcji SFR. W końcu wypożyczony przez prezesa Sol Animy zaginął i do tej pory sie nie odnalazł.

W 1973 na łamach Trybuny Ślaskiej w okresie od września 1973 do czerwca 1974 ukazywał komiks pod tym samym tytułem. Bolkowi i Lolkowi towarzyszył Profesor, jego wnuczka Gosia, Kosmiczni Piraci.

W 2008 roku spółka Sol-Animia rozpoczęła produkcje filmu "Bolek i Lolek w kosmosie" Bolkowi  i Lolkowi towarzyszły Profesor, jego wnuczka Gosia, Kosmiczni Piraci.

Wg informacji zamieszczonej w dniu 8 czerwca 2015  na wikipedii scenariusz napisali Roman Nehrebecki i Piotr Skucha. Informacje te były klonowane w innych miejscach sieci i  pomimo usunięcia z głównej strony wikipedii, nadal są dostępne  w jej archiwum i w innych miejscach sieci  np.: http://edu.gazeta.pl/edu/h/Bolek+i+Lolek

 

 

Kadry ze starego komiksu ( 1973)

Zrzut_ekranu_20150721_o_11.15.54

Akcja rozpoczyna się w dziecięcym pokoju.

Zrzut_ekranu_20150721_o_11.17.02

.

Bolkowi i Lolkowi towarzyszy profesor...Zrzut_ekranu_20150721_o_11.42.50

 

i jego wnuczka GosiaZrzut_ekranu_20150721_o_11.44.22

Latające  w kosmicznej przestrzeni okręty i strzelający z armat piraci 

Zrzut_ekranu_20150721_o_11.46.24

Zrzut_ekranu_20150721_o_11.45.56

w

 

 

Trochę automatów .

Zrzut_ekranu_20150721_o_12.03.02

 

 

Kadry z trailera, prod "Sol -Anima"

Akcja rozpoczyna się w dziecięcym pokoju.

Zrzut_ekranu_20150721_o_12.19.121

Bolkowi i Lolkowi towarzyszy profesor...Zrzut_ekranu_20150721_o_12.22.14

i jego wnuczka GosiaZrzut_ekranu_20150721_o_12.24.31

 Latające  w kosmicznej przestrzeni okręty i strzelający z armat piraci 

Zrzut_ekranu_20150721_o_12.26.43

Zrzut_ekranu_20150721_o_12.25.47

Zrzut_ekranu_20150721_o_12.30.11

Trochę automatów 

Zrzut_ekranu_20150721_o_12.26.31

 

Zrzut_ekranu_20150730_o_09.33.55

Tyle z samego trailera, niestety podczas dyskusji na fanpage SFR na facebooku nie udalo mi się uzyskać odpowiedzi czy jest to to samo. Po zadaniu ostatniego pytania dyskusja została pośpiesznie usunięta.

Zrzut_ekranuCZ13Zrzut_ekranuCZ31

 

Zrzut_ekranu_20150713_o_19.27.15

 Porównanie i pytanie jednocześnie natomiast dotyczy ukończonego i upublicznionego trailera

 Tam odpowiedź nie padła. Może padnie tutaj. To samo czy nie to samo? 

 

12:41, marzena_ne
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
Kto ma prawa do Bolka i Lolka ? Do kogo należy się zwracać o zgodę na korzystanie z wizerunku? Mam nadzieję że ten wpis wszystko wyjaśni.
wtorek, 08 kwietnia 2014
Aby poznać twórce , warto sięgnąć do własnoręcznie pisanego i podpisanego życiorysu. Kiedyś tata starał sie o stypendium w Anglii i krotko streścił swoją drogę życiową. Korzystając z okazji zrobiłam fotokopię z dokumentacji znajdującej sie w Studio Filmow Rysunkowych.W studio zniszczono wiele dokumentów i nieustannie znikają kolejne, ten na szczęście ocalał a przynajmniej był jeszcze dostępny w SFR w lutym ubiegłego roku.
sobota, 19 października 2013

Tata był człowiekiem skromnym, zamkniętym w sobie, dalekim od zwierzeń. Powtarzają to niemal wszyscy którzy go znali, podnosili ta kwestię także moi bracia w swoich sądowych pismach. Gro czasu spędzał samotnie w swojej pracowni na ostatnim piętrze studia. Aby tam dotrzeć trzeba było wejść na ostanie piętro studia i jeszcze dodatkowo wspiąć po dosyć stromych schodkach. Tam, w niewielkim pokoiku z widokiem na śmietnik tata spędził znaczna część swojego życia. Do późnych godzin nocnych pisał scenariusze, poprawiał rysunki po animatorach, projektował postacie i rekwizyty. Niektóre z tych rzeczy podpisywał własnym nazwiskiem, wieloma się dzielił, niektóre po prostu oddawał kolegom . Zrobienie dobrego filmu było wartością nadrzędną, celem samym w sobie. ważniejszym od praw autorskich, które w owych czasach nie miały tak wielkiego jak teraz znaczenia. Wszak socjalizm z samej zasady zaprzeczał indywidualizmowi. Trudno więc teraz odszukać i rozróżnić własny twórczy wkład taty od także znakomitej pracy innych.Myślę jednak, że to jego myśl twórcza była przewodnia i to ona wraz z jeszcze kilkoma błyskotliwymi umysłami budowała bielskie studio. Był jak lokomotywa ciągnąca długi pociąg, Któregoś dnia przeładowany tender wybuchł, ale pociąg nawet do teraz, toczy się siłą nadanego niegdyś pędu.

sobota, 20 lipca 2013
Bardzo proszę, niech się Pani do mnie odezwie.Podaje adres mailowy. marzena_ne@gazeta.pl
piątek, 14 czerwca 2013
Dziewięćdziesiąt lat temu urodził się mój tata. to jedna z okrągłych rocznic przypadających w tym roku.Pomyślałam sobie ze to dobry moment by wkleić jego życiorys napisany ongiś przez ówczesnego dyrektora Studia Filmów Rysunkowych Stanisława Kasprzykowskiego.
czwartek, 09 maja 2013

- Chce się jeszcze pobawić! 

- Wyjdź, bo zamienisz się w rybę, wyrosną ci płetwy i skrzela. Na zawsze zostaniesz w wodzie.

Mała wyskoczyła z kąpieli jakby się oparzyła. 

- Nie chcę być rybą!  Zabierz mnie stąd. Natychmiast!

Kobieta rozpostarła kąpielowy szlafroczek. 

- A weźmiesz mnie na ręce? Mamo, proszę, proszę?!

Kobieta z westchnieniem chwyciła dziecko i uniosła w górę zawijając jednocześnie w płaszczyk. Przyniosła zakapturzona postać do pokoju, ułożyła na ręczniku. Jeszcze chwilkę i wesoły szczebiot zastygnie w sen dając matce chwilę wytchnienia.

- A teraz koszulka - powiedziała

- Taka? - zamarudziła mała - Nie chce tej. Chcę różową.

 Różową musimy wyprać. Dziś będziesz spać w tej. Też jest ładna.
 Wieczorne przygotowania przerwał głośny, denerwujący głos dzwonka do drzwi.

- Kto to może być? O tej porze? zastanowiła się mama - Marzenko usiądź i poczekaj. Zobaczę kto przyszedł.
 Kobieta podeszła do drzwi i zajrzała przez wizjer. Na korytarzu stal obcy mężczyzna.

- Kto tam?

- Komornik sądowy - odezwał się męski głos

- Komornik? - zdziwiła się kobieta, uchylając drzwi.

- Mam przeprowadzić spis inwentarza po zmarłym, odezwał się mężczyzna, okazując kobiecie sadowy nakaz.

- O tej porze? - No, dobrze, niech pan wejdzie, tylko proszę poczekać ubiorę dziecko.

W tej samej chwili z obu stron pleców komornika wyłoniły się sylwetki jeszcze dwu młodych mężczyzn. Kobieta natychmiast rozpoznała twarze osób z którymi notorycznie spotykała się w sądach i które jeszcze do niedawna usiłowały ograniczyć jej prawa do dziecka i które niczym cienie podążały za nią w urzędach.

- Ale ci panowie nie wejdą. Proszę zostać tu, na korytarzu. Kobieta przesunęła się wpuszczając komornika i zasłaniając szczupłym ciałem wejście. Drzwi nie dawały się jednak zamknąć. Blokowała je wepchnięta na próg noga.

- Nie wpuszczę was do mojego domu - powtórzyła kobieta - jesteście dla mnie obcy.

Drzwi poruszyły się pchnięte z taka siła że kobieta omal nie przewróciła sie na wyścielający przedpokój chodnik. Mężczyźni minęli ją , weszli do środka i zdecydowanym krokiem udali się do pokoju z którego ciekawie wyglądała mała.

- Zbyszek! - radośnie zawołała dziewczynka na widok dawno nie widzianych braci.  Gąbczasty materac uginał się pod podskakującym z radości dzieckiem Luźno zawiązany szlafroczek odsłaniał nagie ciałko. Starszy, ukochany brat pochylił się nad przyrodnią siostrą. Zaiskrzyła niespełniona nadzieja na dobrą zabawę.


“Marzenko uspokój się, usiądź załóż koszulkę  powiedziała mama, ale dziecko nie przestawało skakać.

- Zbyszek! Zbyszek! Romek!  Będziemy sie bawić? Będziemy?

Komornik rozglądał się po niewielkim pomieszczeniu.

- Od czego zaczynamy... telewizor... dwa telewizory… mała usiadła obok komornika…


- Mamo a co ten pan robi?


- Co my tu mamy - kontynuował komornik - radio... nazwa... Elizabeth mono… meble... stół… telewizor, dwa telewizory. Sprawne? Co tam pani ma w szafie? Przejdziemy do kuchni?

 

 

 

   Pamiętam tą kąpiel, wieczornych gości, radość na widok braci, dziwnego mężczyznę z kartką oglądającego i spisującego nasze sprzęty. Nie pamiętam słów jakim uraczył mnie brat, ale często potem powtarzała mi je mama. Nie pamiętam też szamotaniny  przy  drzwiach, ale ta opowieść wracała za każdym razem , gdy mama sadzała mnie nieustannie opowiadając swoją historię. Wierzę, że tak to właśnie wyglądało.Miała mi za złe radość z jaka przywitałam starszych synów taty - starszego Jana zwanego na co dzień Zbyszkiem i młodszego Romka. To wydarzenie wiele zmieniło. Po tej wieczornej wizycie, mama przestała sie czuć w bielskim mieszkaniu bezpiecznie.Mówiła, że własnie wtedy zrozumiała, że jest słabą kobietą i nie ma szans w starciu z siła dorosłego mężczyzny. Zrozumiała też, że do prywatnego domu można po prostu wejść wkładając nogę miedzy drzwi. Od tamtej chwili zaczęła sie naprawdę bać. Postanowiła, na stałe wyjechać do Krakowa. Spakowała walizki zamknęła mieszkanie na cztery spusty. Tak rozpoczęła się nasza tułaczka miedzy Bielskiem i Krakowem. Potem kiedy mama musiała opuścić Kraków i jednak zamieszkać w Bielsku, przestał otwierać ludziom drzwi. Bała się że kiedyś znowu, ktoś włoży nogę miedzy drzwi i pchnie je z cala mocą. Dzwonek czasem dzwonił bardzo długo, ale drzwi musiały pozostać zamknięte.

To wydarzenie zmieniło moją mamę na zawsze, nie potrafiła o nim zapomnieć.

 

komornik

 

 



 komornik

 

komornik


12:56, marzena_ne
Link Komentarze (9) »
wtorek, 23 kwietnia 2013
Szanowny Panie! Jestem zmęczona - bo musiałam śmiać się po śmierci. Do pięcio, sześcio, siedmio, ośmio, dziewięcioletniego dziecka trzeba się śmiać. Ale najwięcej zmęczyli mnie pańscy podwładni - pisała mama do Dyrektora Studia Filmów Rysunkowych 9 stycznia 1984 roku. To pismo było jedno z wielu odpowiedzi na propozycję. Na propozycje sprzedaży praw do dorobku mojego ojca, sprzedaży praw do Bolka i Lolka, Błękitnego Rycerzyka i “każdego przejawu działalności twórczej”. Studio chciało kontynuować produkcje filmów z postaciami po śmierci taty, korzystać z jego pomysłów.
piątek, 12 kwietnia 2013
Z perspektywy czasu myślę że tata popełnił wielki błąd decydując się na powrót po wojnie do kraju. Nic go w Polsce przecież nie trzymało. Nie miał czego szukać w rodzinnych stronach. Borysław, Mikołajów, Drohobycz, Lwów, nie były już Polską. Miał otwartą drogę w świat i szansę wyjazdu z Niemiec do Kanady. Nie skorzystał. Trochę szkoda. Pewnie stamtąd wyjechałby dalej, do USA, rozwinął skrzydła jako autor komiksów i teraz oglądalibyśmy (a może raczej byście, bo przecież nie byłoby ani mnie ani moich braci) ekranizacje jego utworów, pewnie gdzieś obok obok Batmana, Spidermana, czy Fantastic Four... Nie byłoby Bolka i Lolka, ani Misia Kudłatka, ani Błękitnego Rycerzyka, ani ekranizacji Baltazara Gąbki, ani przygód Myszki i wielu innych animacji, ale coś zupełnie innego stworzonego daleko za oceanem. Tu w kraju pewnie powstałoby Bielskie Studio Filmów Rysunkowych, ale z całą byłoby teraz zupełnie czymś innym... podobnie jak i polska animacja niosłaby inną jakość. Przecież tata brał udział w powstawaniu Studia Filmów Animowanych w Krakowie i pośrednio Studia Miniatur w Warszawie. Bielskie studio miało też łódzki epizod. Jego osobowość odcisnęła sie nie tylko w jego wlasnych filmach, ale i u tych, którymi się opiekował, uczył, pomagał. Za granicą tata pewnie żyłby długo, dbał o zdrowie a może nawet doczekał swoich 90 urodzin. Ta rocznica przypadnie teraz w tym roku. Ciekawe czy ktoś o tym będzie pamiętał ?
poniedziałek, 18 marca 2013
Po trzydziestu latach sporów Sąd określił autorski udział w tworzeniu wizerunku plastycznego Bolka i Lolka. Uznanych zostało troje tworców - Władysław Nehrebecki, Leszek Lorek i Alfred Ledwig. Pora chyba przedstawić ich rysunki.
czwartek, 21 lutego 2013
Kocham to miasto. Spędziłam tam zaledwie kilka chwil życia, ale kocham je tak jakby zawarło się tam całe. Może tę miłość zaszczepiła mi mama, a może po prostu jest w nim coś za czym się tęskni i czego nie można przenieść ani do Warszawy, ani do Bielska ani w żadne inne miejsce na ziemi? I nie chodzi tu tylko o czerwień pelargonii wylewających się z okien na ulicy Chopina, ani o kasztany zbierane na plantach, ani o historie, i tą przez duże “H” i małe. Historie, która się mija, depcze, szanuje i tworzy. Chodzi chyba o coś, czego nazwy jeszcze chyba nikt nie odgadł bo nie sposób jej opisać ani prawami fizyki ani teologii. To miasto kojarzy mi się z nie tylko wizytami na zamku, przestrzenią błoni, parku Jordana, śniegiem przecinającym strumienie, światła lamp ustawionych przy tramwajowych przystankach, czy falami słońca wypełniającymi Park Krakowski. Kojarzy mi się z tęsknotą.
piątek, 01 lutego 2013
“Notariusz zrywa pieczęcie z rulonu papieru. W miarę czytania oblicze notariusza zmienia wyraz - z obojętnego w zaskoczenie. Jeszcze bardziej posępnieją twarze zebranych. Natomiast odwrotna reakcja zachodzi na obliczu reportera. Chowa chusteczkę, wyjmuję pióro i notes. Wybiega podniecony”
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Nie mógł spać. Niekończąca się noc trwała i nie przynosiła ani wypoczynku, ani nadziei na świt. A przecież nikt nie bronił mu teraz snu, nie zadawał pytań, nie świecił lampą w twarz. Jednak nie spał. Wrócił ucisk serca. Strach przed śmiercią odzywał się na przemian z pragnieniem wiecznego wyzwolenia. Sięgnął po leżącą na stole gazetę, jeszcze raz przeczytał artykuł, zabłysło nikłe światełko. Tym razem koślawe, trudne do przeczytania literki nie ułożyły się zabawną historyjkę dla dzieci, ułożyły się w opowieść o nim samym, w list.
środa, 23 stycznia 2013
Często ludzie pytają mnie czy jestem Tolą. Nie jestem nią i nie utożsamiam się z tą postacią. Poza tym Tola jest ode mnie ode mnie starsza. Pierwsza osobą, która mnie tak nazwała, był lekarz, który odbierał poród. “Tola się urodziła” - powiedział. I tak to się zaczęło.
czwartek, 17 stycznia 2013
Śnieg, trzaskający mróz i tłum, ogromny tłum wypełniający cmentarz po brzegi. Zima stulecia nie oszczędzała jednak żałobników. Padał śnieg a wiatr porywał czapki z głów i unosił w białą przestrzeń. Siarczysty mróz zamieniał oddechy w mglę unoszącą się nad zgromadzonymi. Drobna figurka odzianej w czerń kobiety ginęła wśród innych czarno stłoczonych osób. Zza pleców starszych synów zmarłego udało jej się zobaczyć rąbek osuwającej w otwartą czerń ziemi trumny. Grób nie był pusty, leżała tam już Maria - pierwsza żona zmarłego i jego maleńki synek. Drobna, młoda kobieta była tam intruzem. Wyraźnie dano jej to do zrozumienia blokując dostęp do grobu. Wszystko się skończyło, zniknęły przyklejone uśmiechy i przyjazne gesty. Nie było już przed kim udawać. Władysław Nehrebecki zmarł
środa, 16 stycznia 2013
Już od dawna nosze się z myślą by o nim napisać. Kiedyś los zetknął mnie z jego rodziną - cichymi, skromnym i ciepłymi ludźmi o wielkim sercu. Polubiliśmy się od razu a z czasem sympatia przerodziła w przyjaźń. Nie brakuje nam wspólnych tematów i nie zawsze dotyczą one Bolka i Lolka, choć to te właśnie postacie, i przyjaźń ojców splotły nasze losy. Leszek Leon Lorek dużo pracował z moim tatą. Wspólny jest “Pajacyk i pikuś”, “Myszka i kotek”,”Turniej”, oczywiście “Bolek i Lolek” i wiele innych. Przyjaźnili się. W liście do syna z roku prawdopodobnie 1957 pisał tak"(...)postanowiłem wrócić do filmu. Rozpocząłem współpracę z kol. Nechrebeckim którego twórcze intencje najbardziej mi odpowiadały". Tyle wstępu. Zanim napiszę kim był, a nie jest to łatwe, zamieszczę listę jego filmów.
sobota, 12 stycznia 2013
Tata zmarł 28 grudnia 1978 roku na oddziale nefrologicznym szpitala w Katowicach. Chorował na nerki, ktore odmawiały posłuszeństwa, choć bezpośrednią przyczyną śmierci był zawał serca. Pozostawił po sobie masę nierozwiązanych spraw, przedmioty codziennego użytku, trochę ruchomości i gotówkę na koncie o która toczyły się wśród spadkobierców wieloletnie spory. Przede wszystkim jednak pozostały po nim filmy, których listę zamieszczam poniżej. Jego nazwisko pojawia się też przy produkcjach zrealizowanych po jego śmierci, nie ma w tym nic dziwnego, jakiś czas jeszcze po jego śmierci robiono filmy w oparciu o jego dorobek. Niektóre fakty trudno odtworzyć, nagrody zaginęły, lub walają się gdzieś po SFR. Przez wiele nikt nie dbał o to by by o nim pamiętać. Kłótnie i spory, o prawa autorskie do Bolka i Lolka przyćmiły twórce i jego dzieło. Wszyscy znają Bolka i Lolka, ale nie pamiętają ich autora a i pozostała cześć dorobku dopiero teraz powoli jest przypominana i odkrywana na nowo. Nie mieści mi się tutaj spis nagród i za nic w świecie nie chce się wysłać. Zamieszczę go wiec przy innej okazji , kiedy uda mi się zebrać w całość bibliografię taty.
czwartek, 10 stycznia 2013
Czterolatki są jak sroki, dojrzą nawet najgłębiej skrywaną zabawkę, byle tylko błyszczała jakimś innym, niż “dorosły” kolorem. Co prawda kiedyś, w dobie PRL, wypatrzenie zabawki w kiosku nie było żadnym osiągnięciem, wystawy świeciły pustkami, artykułów dla dzieci było jak na lekarstwo. Osiągnięciem było jednak uzyskać ją wtedy, kiedy wszyscy są zabiegani, nerwowi i maja mnóstwo spraw do załatwienia. Mama chyba napytała sobie biedy testując mnie w drodze do Katowic ze znajomości znaków drogowych, czyniła to jednak zawsze gdy jechałyśmy naszym żółtym, przyciągającym roje much maluchem. Myślę, że tamtego dnia chciała przede wszystkim zagadać myśli, które pewnie kłębiły jej się w głowie i przeprowadziła mi pierwszy egzamin na prawo jazdy. Nie dziwne więc, że pierwszą rzeczą jaka zobaczyłam gdy tylko weszłyśmy do budynku był żółty znaczek drogowy na wystawie kiosku - ostrzeżenie - niebezpieczny zakręt w lewo.
niedziela, 06 stycznia 2013
Trudno mi pisać o wydarzeniach których nie mam prawa pamiętać, w których nie uczestniczyłam lub byłam zbyt mała by cokolwiek rozumieć. Odkrywanie prawdy zajmuje wieki. Chwilami wydaje mi się że błądzę w ogromnym labiryncie i tylko gdzieniegdzie pobłyskuje skrywana przez mroki minionego czasu i ludzkich intencji nić Ariadny.
piątek, 07 grudnia 2012
Dziś oddaję głos tacie.Wywiad zamieszczony w Gazecie Południowej z 1977 roku
czwartek, 29 listopada 2012
Długo mnie tu nie było, życie toczy się dalej choć przeszłość co jakiś czas wyłazi z kątów i każe o sobie przypominać. Zbliża się grudzień. Grudzień w którym zawsze coś się dzieję. Chyba boję się myśleć co przyniesie tym razem, ale niespodzianką będzie także cisza, spokojna gwiazdka, choinka i buszujące wśród prezentów maluchy. Moja córeczka jest dokładnie w tym wieku jakim byłam ja kiedy odszedł tata. Za miesiąc skończy cztery lata. Już nie taka mała - pyskata, niezależna.Często zastanawiam się ile rozumie z tego co dokoła się dzieje, ile z nas w niej zostanie. Trudno ja okiełznać , uspokoić, powstrzymać przed gadaniem i pytaniem o wszystko... uczy się rozumieć świat i boi się tylko jednej rzeczy - śmierci. Nie wiem skąd w niej ten strach. Może przyszedł z ostatnim Halloween i świętem zmarłych? Kupiłam książkę , która mogłaby ja z tym strachem oswoić, ale obawy na razie wygrywają i smutne tematy wędrują głęboko do szuflady - na później. Cokolwiek by się jednak działo ,zadbałam o to by nie szła przez życie sama, jest z nami jeszcze jeden, jeszcze bardzo mały Ktoś i bardzo przypomina mi tatę.
sobota, 16 kwietnia 2011
Najbardziej chyba bolesnym ludzkim doznaniem jest moment, w którym tracimy przyjaciół, a może raczej moment, w którym odkrywamy że nigdy tak naprawdę ich nie mieliśmy. Myślę, że właśnie odczucie samotności odebrało tacie chęć do życia. Choroba fizyczna była następstwem choroby duszy i a śmierć fizyczną , tak jak i w przypadku mojej mamy poprzedziło odejście nadziei. I sama nie wiem czy cieszyć się z sukcesu ojca, z tego że wymyśleni przez niego bohaterowie do tej pory dają jeszcze dzieciakom radość, czy może raczej ich przeklinać za to że pozbawili mnie ojca, rodziny i zwykłego normalnego życia. Że obudzili w swoich twórcach, ale i mojej rodzinie bezwzględnego demona chciwości a z ich powstaniem wiąże się tyle złego, co dobrego, a może nawet więcej zła, bo żaden sukces nie jest wart ludzkiego życia. Może powinnam winić nasze prawo, które pozwala twórcom zarabiać, bo przecież gdyby za sukcesem serii nie stały pieniądze nikt tak naprawdę nie walczyłby o prawa do postaci, nie usiłował rozerwać ich na strzępy “to ja narysowałem ucho, rękę, nos...”. A moje są szelki, spodnie na szelkach”. Gdyby nie sukces, tata pewnie zyskałby życie, dożył siedemdziesiątki i nie nazwałby swoich byłych przyjaciół hienami. Bo słowa “to są hieny“ w ostatnich latach życia padały z jego ust bardzo często.
niedziela, 10 kwietnia 2011
Kiedy tak czytam pisma i przeglądam dorobek taty, zastanawiam się jak znajdywał on czas na te wszystkie inne czynności jakie wiążą człowieka z życiem. Setki filmów do których pisał scenariusze, reżyserował, projektował postacie, nie mówiąc o praktyce poprawiania ujęć po animatorach czy kopistkach po to by “nie zepsuli mu filmu”. A jednak pamiętam go jako tatę. Tatę trzymającego mnie za rękę, kiedy szliśmy przez ulicę, tatę robiącego kaszkę, tatę wiozącego pranie do pralni, tatę, który groźnym wzrokiem spojrzał na mamę kiedy dała mi klapsa, tatę, który odprowadzał mnie do przedszkola.
środa, 02 lutego 2011
Długo nie pisałam, nie potrafiłam. Zostawiłam wątek mojego taty w momencie kiedy był pochłonięty pracą, kiedy rozpoczął się konflikt o postacie i kiedy zaczęli odwracać się od niego przyjaciele. Zostawiłam go też w momencie, kiedy zawiązała się jego nowa rodzina, a mały kapryśny dzieciuch, czyli ja, wspinał się na kolana, zaglądał co rysuje i przeszkadzał w pracy. I nie potrafiłam dalej prowadzić tej opowieści. Do tej pory nie wiem jak przejść przez opis wydarzeń, które zabrały mi ojca a dzieciom twórcę, który dał im tyle radości. Może po przerwaniu tej kilkumiesięcznej ciszy uda mi się jakoś zebrać te myśli razem, spisać te historię i pójść dalej. Aby jednak przerwać o milczenie i zapełnić pustkę, zrobię mały zwrot w czasie i spróbuję połączyć teraźniejszość z przeszłością i niedaleką przyszłością.
sobota, 02 października 2010
Grudzień jest dla mnie miesiącem szczególnym. Zawsze,kiedy dzieje się coś ważnego, przełomowego, to jest to grudzień. Choć dla wielu jest to miesiąc pełen ciepła, miłości i szczęścia, dla mnie jest najsmutniejszym miesiącem roku. Grudzień zabrał mi najpierw tatę, potem mamę, a w końcu ukochanego psa. Chyba do końca życia będzie mi się kojarzył z bóle, stratą i samotnością. Dopiero niedawno ten paskudny miesiąc spróbował jakoś zrekompensować te straty i ofiarował córeczkę. Moje najodleglejsze wspomnienia sięgają grudnia właśnie.
 
1 , 2
O autorze