Wokół rysunkowych postaci Bolka i Lolka Blog Marzeny Nehrebeckiej Sąd Okręgowy w Bielsku Białej wyrokiem z dnia 18.05.2005 sgn. akt C 78 86 k:80 orzekł iż współautorami postaci Bolka i Lolka w ujęciu plastycznym są Alfred Ledwig, Leszek Leon Lorek oraz Władysław Nehrebecki i każdej z tych osob przysługują takie same udziały w majątkowych prawach autorskich czyli każdemu po 33.33 . Wszyscy twórcy już nie żyją pozostawili jednak spadkobierców. Alfred Ledwig dwie córki - Yvonne i Barbarę, dziedziczące ustawowo po 50 . Przekłada się to po 16 udzilałów w prawach do postaci dla każdej z nich. Leszek Leon Lorek miał jednego syna Andrzeja i to on odziedziczył calosc udzialow ojca czyli 33 całości praw do wizerunku Bolka i Lolka. Władysław Nehrebecki miał troje dzieci- synów Jana i Romana dziedziczących po 1 4 każdy oraz córkę Marzenę , która odziedziczyła połowę przysługujących ojcu udziałów. Tak wiec Marzena Posiada 16 praw do postaci Bolka i Lolka, braciom przypadło po 8
RSS
czwartek, 09 maja 2013

- Chce się jeszcze pobawić! 

- Wyjdź, bo zamienisz się w rybę, wyrosną ci płetwy i skrzela. Na zawsze zostaniesz w wodzie.

Mała wyskoczyła z kąpieli jakby się oparzyła. 

- Nie chcę być rybą!  Zabierz mnie stąd. Natychmiast!

Kobieta rozpostarła kąpielowy szlafroczek. 

- A weźmiesz mnie na ręce? Mamo, proszę, proszę?!

Kobieta z westchnieniem chwyciła dziecko i uniosła w górę zawijając jednocześnie w płaszczyk. Przyniosła zakapturzona postać do pokoju, ułożyła na ręczniku. Jeszcze chwilkę i wesoły szczebiot zastygnie w sen dając matce chwilę wytchnienia.

- A teraz koszulka - powiedziała

- Taka? - zamarudziła mała - Nie chce tej. Chcę różową.

 Różową musimy wyprać. Dziś będziesz spać w tej. Też jest ładna.
 Wieczorne przygotowania przerwał głośny, denerwujący głos dzwonka do drzwi.

- Kto to może być? O tej porze? zastanowiła się mama - Marzenko usiądź i poczekaj. Zobaczę kto przyszedł.
 Kobieta podeszła do drzwi i zajrzała przez wizjer. Na korytarzu stal obcy mężczyzna.

- Kto tam?

- Komornik sądowy - odezwał się męski głos

- Komornik? - zdziwiła się kobieta, uchylając drzwi.

- Mam przeprowadzić spis inwentarza po zmarłym, odezwał się mężczyzna, okazując kobiecie sadowy nakaz.

- O tej porze? - No, dobrze, niech pan wejdzie, tylko proszę poczekać ubiorę dziecko.

W tej samej chwili z obu stron pleców komornika wyłoniły się sylwetki jeszcze dwu młodych mężczyzn. Kobieta natychmiast rozpoznała twarze osób z którymi notorycznie spotykała się w sądach i które jeszcze do niedawna usiłowały ograniczyć jej prawa do dziecka i które niczym cienie podążały za nią w urzędach.

- Ale ci panowie nie wejdą. Proszę zostać tu, na korytarzu. Kobieta przesunęła się wpuszczając komornika i zasłaniając szczupłym ciałem wejście. Drzwi nie dawały się jednak zamknąć. Blokowała je wepchnięta na próg noga.

- Nie wpuszczę was do mojego domu - powtórzyła kobieta - jesteście dla mnie obcy.

Drzwi poruszyły się pchnięte z taka siła że kobieta omal nie przewróciła sie na wyścielający przedpokój chodnik. Mężczyźni minęli ją , weszli do środka i zdecydowanym krokiem udali się do pokoju z którego ciekawie wyglądała mała.

- Zbyszek! - radośnie zawołała dziewczynka na widok dawno nie widzianych braci.  Gąbczasty materac uginał się pod podskakującym z radości dzieckiem Luźno zawiązany szlafroczek odsłaniał nagie ciałko. Starszy, ukochany brat pochylił się nad przyrodnią siostrą. Zaiskrzyła niespełniona nadzieja na dobrą zabawę.


“Marzenko uspokój się, usiądź załóż koszulkę  powiedziała mama, ale dziecko nie przestawało skakać.

- Zbyszek! Zbyszek! Romek!  Będziemy sie bawić? Będziemy?

Komornik rozglądał się po niewielkim pomieszczeniu.

- Od czego zaczynamy... telewizor... dwa telewizory… mała usiadła obok komornika…


- Mamo a co ten pan robi?


- Co my tu mamy - kontynuował komornik - radio... nazwa... Elizabeth mono… meble... stół… telewizor, dwa telewizory. Sprawne? Co tam pani ma w szafie? Przejdziemy do kuchni?

 

 

 

   Pamiętam tą kąpiel, wieczornych gości, radość na widok braci, dziwnego mężczyznę z kartką oglądającego i spisującego nasze sprzęty. Nie pamiętam słów jakim uraczył mnie brat, ale często potem powtarzała mi je mama. Nie pamiętam też szamotaniny  przy  drzwiach, ale ta opowieść wracała za każdym razem , gdy mama sadzała mnie nieustannie opowiadając swoją historię. Wierzę, że tak to właśnie wyglądało.Miała mi za złe radość z jaka przywitałam starszych synów taty - starszego Jana zwanego na co dzień Zbyszkiem i młodszego Romka. To wydarzenie wiele zmieniło. Po tej wieczornej wizycie, mama przestała sie czuć w bielskim mieszkaniu bezpiecznie.Mówiła, że własnie wtedy zrozumiała, że jest słabą kobietą i nie ma szans w starciu z siła dorosłego mężczyzny. Zrozumiała też, że do prywatnego domu można po prostu wejść wkładając nogę miedzy drzwi. Od tamtej chwili zaczęła sie naprawdę bać. Postanowiła, na stałe wyjechać do Krakowa. Spakowała walizki zamknęła mieszkanie na cztery spusty. Tak rozpoczęła się nasza tułaczka miedzy Bielskiem i Krakowem. Potem kiedy mama musiała opuścić Kraków i jednak zamieszkać w Bielsku, przestał otwierać ludziom drzwi. Bała się że kiedyś znowu, ktoś włoży nogę miedzy drzwi i pchnie je z cala mocą. Dzwonek czasem dzwonił bardzo długo, ale drzwi musiały pozostać zamknięte.

To wydarzenie zmieniło moją mamę na zawsze, nie potrafiła o nim zapomnieć.

 

komornik

 

 



 komornik

 

komornik


12:56, marzena_ne
Link Komentarze (9) »
O autorze