Wokół rysunkowych postaci Bolka i Lolka Blog Marzeny Nehrebeckiej Sąd Okręgowy w Bielsku Białej wyrokiem z dnia 18.05.2005 sgn. akt C 78 86 k:80 orzekł iż współautorami postaci Bolka i Lolka w ujęciu plastycznym są Alfred Ledwig, Leszek Leon Lorek oraz Władysław Nehrebecki i każdej z tych osob przysługują takie same udziały w majątkowych prawach autorskich czyli każdemu po 33.33 . Wszyscy twórcy już nie żyją pozostawili jednak spadkobierców. Alfred Ledwig dwie córki - Yvonne i Barbarę, dziedziczące ustawowo po 50 . Przekłada się to po 16 udzilałów w prawach do postaci dla każdej z nich. Leszek Leon Lorek miał jednego syna Andrzeja i to on odziedziczył calosc udzialow ojca czyli 33 całości praw do wizerunku Bolka i Lolka. Władysław Nehrebecki miał troje dzieci- synów Jana i Romana dziedziczących po 1 4 każdy oraz córkę Marzenę , która odziedziczyła połowę przysługujących ojcu udziałów. Tak wiec Marzena Posiada 16 praw do postaci Bolka i Lolka, braciom przypadło po 8
RSS
niedziela, 26 września 2010
Są takie momenty w życiu, kiedy trzeba odrzucić złudzenia, przestać się oszukiwać i podjąć decyzje od których nie ma odwrotu. Są też sytuacje katalizatory, które pomagają takie decyzje podejmować. Istnieją też na świecie ludzie dla nas wyjątkowi, szczególni, dobrzy i ciepli. Tacy, którym kiedyś chciałoby się podziękować, a kiedy odchodzą, pożegnać.
wtorek, 24 sierpnia 2010
Patrzę na rozsypane puzzle tej opowieści i wiem, że chyba nigdy nie da się ich ułożyć w całość, niektóre fragmenty gdzieś się pogubiły, niektóre - w ostatnią, bezpowrotna drogę - zabrali ze sobą twórcy, a jeszcze inne zostały po prostu schowane czy zniszczone. Im bardziej też brnę w ten opis, tym bardziej jestem przekonana, że nigdy chyba nie uda mi się zająć w tej sprawie obiektywnego stanowiska. Po prostu wierzę tacie, wierzę w to jak opisywał wydarzenia, patrzę na rysunki i animacje, których jest autorem i widzę ogromny talent i swobodę twórczą, która wypływa i z wrodzonych umiejętności i z doświadczenia. Nie potrafię z tym polemizować.
czwartek, 05 sierpnia 2010
Kiedy moi rodzice po raz pierwszy popatrzyli sobie w oczy, Alfred Ledwig siedział w więzieniu i złościł się.Trafił tam w zupełnie bezsensowny sposób angażując się za namową przyjaciela w zaprojektowanie antypaństwowej ulotki. Dorysowana orzełkowi korona kosztowała go niemal trzy lata odsiadki, a dokładnie trzydzieści miesięcy. Trudno chyba o bardziej bezsensowną wpadkę. Niektórzy mówią że zrobił to dla paru złotych, bez których spokojnie mógłby się obyć. Gdyby ten areszt nie był tak brzemienny w skutkach, pewnie nie powstrzymałabym się od złośliwego komentarza. W kontekście jednak tego co działo się później, na złośliwości nie ma miejsca.
wtorek, 06 lipca 2010
Aby ogarnąć przyszłe, a raczej przeszłe wydarzenia, warto wiele rzeczy przybliżyć. Ponieważ tak naprawdę losy mojej rodziny zostały zdeterminowane przez celuloidowe postacie i spory toczące się wokół nich, warto wyjaśnić jak powstawał, jak wyglądał film animowany. Poniżej cytuję pismo opisujące cykl produkcyjny filmu rysunkowego, napisane przez mojego tatę, które miało pomóc sądowi odnaleźć się w tematyce realizacji takich filmów. Pismo pochodzi z 1978 roku. Pozwoliłam sobie zilustrować je przykładami, które jednocześnie pochodzą z filmu "Wielka Podroż Bolka i Lolka". Tych materiałów mam po prostu w domu najwięcej.
wtorek, 29 czerwca 2010
Niezależnie od tego, czego by nie mówić o mojej mamie, jakimi złymi słowy ją opisywać, jednemu zaprzeczyć się nie da. Kochała tatę. Inna sprawa, czy potrafiła kochać tak jak się kochać powinno, bezinteresownie, bez wymagań i oczekiwań, tak po prostu. Tego nie wiem ... W mojej pamięci zapisała się jako osoba mocno skoncentrowana na sobie i swoich emocjach, bardzo niezaradna i bardzo zagubiona. Inna sprawa, że bardziej pamiętam ją z czasów, kiedy byłam starsza a ona była coraz bardziej zdesperowana. Żałuję że nie zachowały się jej listy do taty, zapewne powiedziałyby wiele. W każdym razie, nigdy, no prawie nigdy nie żałowała, że za niego wyszła. Zawahała się tylko raz na kilka dni przed śmiercią … wtedy to jakby na chwilę odzyskała jasność umysłu i zastanowiła ”po co ja za niego wyszłam? Mogłam żyć …” Nie potrafię wypowiedzianych wtedy w takiej chwili tamtych słów zapomnieć.
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Rok 1997 był dobrym rokiem dla Bolka i Lolka.Tego roku gazeta wyborcza ogłosiła plebiscyt na dobranockę wszech czasów. Bolek i Lolek, pomimo konkurencji międzynarodowych bohaterów ranking wygrali bezapelacyjnie. Na rynku zaczęły się pojawiać pierwsze książeczki z bajkowymi postaciami.
piątek, 18 czerwca 2010
Pisałam już o tym, że kiedy poznali się moi rodzice, gdzieś tam już zbierał się burza i zanosiło na deszcz. Deszcz zrodził się z sukcesu Bolka i Lolka i ludzkich emocji. W latach siedemdziesiątych Bolek i Lolek był już bardzo znany. Nie tylko w Polsce, nie tylko w Europie ale i na świecie. W sumie powstało ponad 150 filmów z udziałem tej pary. Bawili i rozśmieszali dzieci na czterech kontynentach, byli jedyną europejska animacja dopuszczona do pokazywania w Iranie. Na jej projekcje zgodził się Ajatollah Chomeini. Paradoksalnie mieli problemy w Szwecji - tam bajka została uznana za agresywną.
środa, 16 czerwca 2010
Była noc. Śpiący mężczyzna poruszył się niespokojnie, otworzył oczy, zerwał z łóżka. Nie był pewien czy przyśniła mu się, czy naprawdę zobaczył kobiecą postać. Jednak od razu poznał dziewczynę, która kiedyś miała być jego żoną, a która nagle, ni stąd ni z zowąd rzuciła go i wyszła za innego. Potoczyło się to tak szybko, ze nawet nie miał nawet czasu zaprotestować. Nie widział jej wiele lat, ale zawsze była dla niego kimś ważnym, kimś znaczącym. Wielokrotnie zastanawiał się co by było gdyby razem ułożyli sobie życie. Nie mógł już zasnąć. Miał wrażenie że działo się coś niedobrego. Odczekał do rana, wziął urlop, wsiadł w samochód i pojechał. Z łatwością odnalazł miejsce w którym mieszkała. Był tam już kiedyś. Trudno było dostać się do jej domu, ale udało się. Pomalowane niebieską farbą drzwi otworzyły się. Pojawiła się w nich upiorna, wychudzona postać, ludzki cień.
sobota, 12 czerwca 2010
Nie mam wątpliwości że się kochali. Pisałam już o tym wcześniej. Zachowało się kilka listów taty z okresu w którym jeszcze spotykali się ukradkiem. Pomimo że tak naprawdę dopiero niedawno zdecydowałam się po nie sięgnąć okazało się że znam je na pamięć. Mama ciągle je czytała, a raczej recytowała. Nieustannie do nich wracała. To był jej namacalny dowód na utracone szczęście i na to że tata ją kochał.
Przede wszystkim dziękuję sobietakiej za komentarze. Przyznam, że kiedy pojawił się pierwszy przeżyłam chwilę konsternacji. Wtedy naprawdę do mnie dotarło, że te słowa idą w świat i nie będzie można ich już cofnąć. Gdzieś tam się zapiszą, ktoś jednak zapamięta. Wertuję teraz stare dokumenty, nieskończenie wiele myśli, pragnień, pretensji marzeń i przeszkód, a prawda tkwi gdzieś tam między słowami i nie ma szans by do niej dotrzeć.
piątek, 11 czerwca 2010
Mój mąż po przeczytaniu poprzednich wpisów stwierdził, że nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że to co piszę jest prawdą. Że sytuacje wyglądają na mocno podkolorowane i przesadzone na potrzeby czytelnika. Prawda jest taka, że życie pisze znacznie bardziej skomplikowane i absurdalne scenariusze niż mogłoby się wydawać. Starając się jakoś ogarnąć tę cala historię mojej rodziny wertuję rożne dokumenty. Od tej pory postaram się co jakiś czas fragment, bo z reguły są one dość długie, któregoś wstawić.
czwartek, 10 czerwca 2010
Jest taki moment, na chwilę przed burzą, kiedy najmocniej świeci słońce. Taka krótka chwila piękna, kiedy wszytko nabiera nierzeczywistych barw a świat wygląda baśniowo.
środa, 09 czerwca 2010
Moja mama odeszła tak cicho jak żyła przez ostanie lata. Wstyd się przyznać ale spóźniłam się na jej pogrzeb. Ma to dla mnie wymiar symboliczny. Nie, nie zamierzam się tłumaczyć, zabieganiem przy załatwianiu formalności, choć faktycznie było ich sporo. Zanim jednak zdecydowałam się poprosić o mszę, moja mama często bywała w kościele. Głównie prosić proboszcza o pieniądze, wspomógł ja kilka razy. I choć do kleru miałam stosunek negatywny zawsze, postawa księdza mnie zaskoczyła. Nie wziął za mszę ani grosza.
Czy byliście kiedyś na bankiecie w telewizji? A może chcielibyście być? Zapewniam was, że w tamtych czasach, w latach siedemdziesiątych niejeden marzył o tym by się na taki bankiet dostać. Trochę szkoda, że impreza odbywała się w regionalnym ośrodku w Krakowie, trochę szkoda że nie w Warszawie, ale gdyby odbywał się w innym mieście, moi rodzice nie poznaliby się, a wy nie moglibyście czytać tego wpisu. Pamiętajcie jednak ,że były to inne czasy i nie było tych wszystkich Polsatów, TVN-ów, Canal plusów i innych. Była jedna wielka Polska Telewizja. Jedno wielkie potężne TVP i znaczyło ono niewyobrażalnie więcej niż dzisiaj. Nawet taki regionalny krakowski ośrodek. Mój tata filmowiec - reżyser, animator, scenarzysta, był wtedy już bardzo znany i szanowany. Któż nie kojarzył dwóch filmowych urwisów Bolka i Lolka. A to właśnie on ich stworzył, dal im życie i prowadził za rękę przez całą ich filmową karierę. Nazywano go ojcem Bolka i Lolka, tak jak Lechoslawa Marszałka nazywano ojcem Reksia. To był okres, w którym tata często przebywał w Krakowie. Współpracował z krakowskim Studiem Filmów Animowanych. Pomagał mu się usamodzielnić. Oczywiście jego obecność na takich bankietach była oczywista. No dobrze, filmowiec na bankiecie w telewizji to naturalne powiecie. Ale skąd się tam wzięła moja mama? Skąd na bankiecie w telewizji znalazła się studentka pierwszego roku Akademii Rolniczej? Znawczyni krowich ras i gatunków ziemniaków? To dobre pytanie.
Małe, pachnące, soczyste, pomarańczowe kulki. Kiedyś myślałam, że zawsze pozostaną dla mnie symbolem i trudno uniknąć tu patosu, najszczęśliwszych chwil dzieciństwa. Bo mandarynki to nie był tylko smak i zapach, ale święta, rodzina, dom i dobrobyt. Takie drobne, małe szczęście, który jak fragment układanki składa się na obraz jakiejś szczęśliwości ogólnej. Jak zabawa w parku, jazda na łyżwach, zapach dzikich malin i wszytko to co kojarzy nam się z beztroską pierwszych lat życia.
1 , 2
 
O autorze